40 rocznica samospalenia Walentego Badylaka

13 kwietnia obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej. Upamiętnia on rocznicę opublikowania przez Niemcy w 1943 roku informacji o odkryciu w Katyniu pod Smoleńskiem w Rosji, masowych grobów oficerów Wojska Polskiego, zamordowanych przez NKWD w 1940 roku.

 

Wojciech Fabian.

W 2020 roku mamy 80 rocznicę zbrodni katyńskiej, która do 1990 r była ukrywana i fałszowana przez Związek Sowiecki i komunistyczne władze PRL. Decyzję o likwidacji polskich jeńców podpisał Stalin wraz z najbliższymi towarzyszami 5 marca 1940 r. Decyzja ta stała się „nożem w serce Narodu Polskiego”, pozostawiła na dziesiątki lat naszą niechęć do wszystkiego co rosyjskie. Dlatego należy przypomnieć młodemu pokoleniu wydarzenie sprzed 40 lat.

W piątek 21 marca 1980 r na Rynku Głównym w Krakowie około godziny ósmej do znajdującej się na rynku pompy z wodą podszedł starszy mężczyzna i przy pomocy łańcucha przywiązał się do niej i podpalił, mając w kieszeniach kurtki butelki z benzyną. Płonie człowiek. Świadek tragedii tak wspominał to wydarzenie: „w pierwszej chwili myślałem, że mężczyzna odmraża studnię. Podbiegłem do niego od tyłu nie zważając na płomienie usiłowałem go odciągnąć, palił się tylko na dole. Powiedział do mnie: nie ciągnij mnie bo jestem przywiązany łańcuchem, ciągnąłem go dalej, nawet zerwałem nieco kurtkę. Przypadkowi przechodnie próbowali gasić płomienie ale bezskutecznie”. Mężczyzna zmarł w karetce wieziony do szpitala.

Walenty BADYLAK dokonał samospalenia w proteście przeciwko kłamstwu katyńskiemu. Informacje o jego samospaleniu ukazały się wyłącznie w prasie lokalnej, w formie lakonicznej donoszono o śmierci emeryta psychicznie chorego, leczonego wiele lat. Krakowianie i tak w miejscu tragedii stawiali znicze i układali kwiaty, które w nocy nieznani sprawcy  suwali.

Emeryt, krakowski piekarz urodził się 24.12.1904 r w Krakowie w biednej rodzinie. W młodości ciężko pracował jako czeladnik piekarski, ożenił się z Ślązaczką, wkrótce urodził się syn.

Wybuch II Wojny Światowej okazał się początkiem rodzinnych dramatów. Żona poczuła się Niemką i podpisała volkslistę, a syna wysłała do Hitlerjugent, młodzieżówki NSDAP. Dla Badylaka był to ogromny cios, sam był żołnierzem AK ps. ”Szymon”. W czasie okupacji pracował w fabryce maszyn rolniczych. Po wojnie rozwiódł się z żoną i uzyskał opiekę nad synem. Nowe życie rozpoczął na ziemiach odzyskanych w Mrowinach koło Świdnicy gdzie otworzył piekarnię. Po kilku latach za pomocą domiarów (od red. finansowych – podatków) i szykan komuniści doprowadzili Badylaka do upadłości. Musiał zatrudnić się w Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Ruch” w Żarach. W jego życiu obok dramatów zawodowych pojawiają się inne tragedie rodzinne. Ukochany syn jedynak był szantażowany przez UB i usunięty ze szkoły, wstąpił do zbrodniczej Informacji Wojskowej.

W 1955 r Walenty Badylak wrócił ponownie do rodzinnego Krakowa, gdzie pracował w Akademii Górniczo – Hutniczej i Zakładach Miejskiej Zieleni. Powtórnie ożenił się z Ireną Sławikowską, której pierwszy mąż kapitan artylerii 6 PAL z Włodzimierza Wołyńskiego wiosną 1940 r został zastrzelony przez NKWD w Katyniu zostawiając 5 dzieci, najstarszy syn Artur po wojnie zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Informacje o zbrodni katyńskiej Badylak miał z pierwszej ręki. Z początkiem lat 60 przeszedł na emeryturę. W połowie lat 70 spadł na niego kolejny cios, zmarła żona Irena Sławikowska. Dramatyczne losy Walentego Badylaka tłumaczą sens słów jakie znaleziono na tabliczce zawieszonej na szyi zmarłego: „Płatni przez katyńskich morderców renegaci wyrzucili 15-letniego jedynaka ze szkoły, z solidnej piekarni zrobili knajpę, jedynak rozpił się.” W jego domu znaleziono list pożegnalny, w którym pisał „Kochani – jeżeli tam nie ma nicości, a są duchy bratnie, będę was wspomagał, a w chwilach szczególnych odczujecie moją obecność – ojciec i dziadek”.

W marcu 1980 r mijała 40 rocznica zbrodni katyńskiej oraz kłamstw i zatajania prawdy o wymordowaniu ponad 20 tysięcy polskich oficerów, elity narodu polskiego. Po wojnie komuniści bezczelnie ukrywali prawdę o zbrodni katyńskiej, a tych, którzy nie bali się mówić prawdę represjonowali, usuwali z pracy, zamykali w więzieniach. W epoce Gierka w opracowaniach naukowych, pamiętnikach stosowano sformułowanie „zmarł w Katyniu, zginął w Katyniu po lipcu 1941 r, internowani”.

O tym co wydarzyło się 21 marca 1980 r na Krakowskim Rynku przez kolejną dekadę wiedziało niewielu. Dzięki staraniom ludzi z Instytutu Katyńskiego na początku lat 90 prawda została ujawniona. Ustalono, że Walenty Badylak nie był leczony z powodu choroby psychicznej. Wszelkie informacje również zeznania lekarza były sfałszowane. Dotarto do członków jego rodziny, dawnych znajomych, nie odnaleziono żadnego zdjęcia Badylaka, pozostał człowiek bez twarzy. Powstały film pt. „Święty Ogień” oddał mu należyte miejsce w historii, jednego z najodważniejszych przeciwników kłamstwa katyńskiego, które dziś jest powszechnie znane, dlatego winniśmy pamiętać o osobach, które kultywowały tą pamięć w czasach PRL. W 1990 r w miejscu samospalenia Walentego Badylaka wmurowana została tablica pamiątkowa, ufundowana przez przyjaciela Walentego, rzemieślnika Kazimierza Kozłowskiego na której widnieje napis; „Nie mógł żyć w kłamstwie, zginął za prawdę”. Tablicę odsłonił i poświecił jego wnuk ksiądz Wojciech Badylak.

Wojciech Fabian 10 kwietnia 2020 r
Zdjęcia ze strony – http://ciekawykrakow.blogspot.com/2014/03/walenty-badylak-samospalenie-na.html