Przygotowania do repatriacji

Autor – Janusz Czarniawski, opowiadania Pożegnanie z Wilnem, część szósta.

W styczniu 1945 roku otrzymaliśmy wiadomość od ojca, który był już w Polsce. Transport wojskowy z ochotnikami jadący do Radomia zatrzymał się w Białymstoku. Wysiadłszy na stacji, ojciec zupełnie przypadkowo spotkał znajomego z przed wojny. Ten namówił on ojca do pozostania w Białymstoku, proponując pracę w tworzącej się administracji wojewódzkiej i mieszkanie. Ojciec natychmiast przystał na tę propozycję. Nie wrócił już do pociągu z „ochotnikami” i nie poinformował o tym organizatorów i dowódców transportu. Natomiast najstarszego brata, Mariana, dowieziono do Lublina i wcielono do oficerskiej szkoły LWP, w której przebywał do końca wojny w maju 1945 roku. W ten oto sposób przypadkowe zdarzenie związało mnie i moją rodzinę z Białymstokiem.

W Wilnie, po otrzymaniu wiadomości od ojca trzeba było podjąć trudną decyzję – wyjeżdżać do Polski, czy zostać na miejscu, na ojcowiźnie? Dla nas sprawa była oczywista – ojciec i brat w Polsce, więc pozostali członkowie rodziny muszą do nich dołączyć. Gorzej było w przypadku babci – musiała zostawić dom, ziemię, sąsiadów i krewnych; zlikwidować, gospodarstwo i wyruszyć w nieznane. A decyzję trzeba było podejmować szybko, bo okazało się, że zapisy na wyjazd do Polski miały się zakończyć w marcu 1945 roku. W końcu decyzja zapadła: babcia pojedzie razem z nami. Już w lutym otrzymaliśmy kartę ewakuacyjną z przypisaniem do transportu nr 88, wagon nr 15. Przewidywany wyjazd transportu – kwiecień 1946 rok.

Rok oczekiwania! Nerwy, rozterki: czy to była dobra decyzja? jak będzie w nowej Polsce? Miejscowa władza utrudniała jak mogła życie oczekującym na wyjazd. Terminy wyjazdu były niepewne: a to brak było wagonów, a to zepsute lokomotywy, ciągle jakieś przeszkody.

Ale termin wyjazdu zbliżał się i trzeba było zacząć likwidować mieszkanie i gospodarstwo. Mama musiała tylko pozbyć się fortepianu, natomiast babcia zabierała ze sobą krowę i konia, zapewne jako zabezpieczenie na nieznaną przyszłość. W końcu transport podstawiono na stację i zaczęło się ładowanie towarowych wagonów: oddzielnie bydło, pasza i woda, oddzielnie ludzie z całym swoim dobytkiem. Oczywiście zrobił się ogromny bałagan, ludzie krzyczeli i płakali, bydło ryczało, Sowieci poganiali wszystkich. W końcu wagony zostały zapełnione, i czekaliśmy na odjazd.

Takie było moje pożegnanie z rodzinnym miastem. Już jako dorosły człowiek znalazłem taki fragment wypowiedzi Józefa Mackiewicza:

“…Tuśmy wzrośli od wieków, w tę ziemię wileńską i nikt jej obrazu z serca wyrwać nie jest w stanie…”

Janusz Czarniawski.