Wielkość Marszałka Józefa Piłsudskiego

Autor: Andrzej Rzewnicki. Wielkość Marszałka Józefa Piłsudskiego

Wykład dr. hab. Piotra Szlanty pt. „ Wyprawa wileńska 2019 roku” jaki się odbył w Muzeum Dulag 121 przypomniał nasze ryzykowne wyprawy wojenne, zakończone jednak sukcesem. Dla Piłsudskiego kochającego to miasto był to wielki dzień. Miał do niego ogromny sentyment. Napisał po tym: Do żadnego miasta zdobytego przeze mnie nie wjeżdżałem z takim uczuciem, jak do WilnaBył też wspaniale przyjęty. W czasie mojego pobytu w Londynie w czasie stanu wojennego widziałem wystawę „Wilno – Lwów” urządzoną przez mieszkających tam Polaków i widziałem na niej klucze do miasta jakie dostał Piłsudski. Nie wiedziałem, że historia tych kluczy jest też ciekawa, bo nie wtedy je dostał. W dniu 26 kwietnia 1919 roku w czasie wieczoru hołdu dla Piłsudskiego wręczono mu rysunek prof. Ferdynanda Ruszczyca, przedstawiający klucze Wilna wraz z aktem, który kończył się słowami: „W stolicy Jagiellonów, której bramy się otwarły, przyjmij te klucze a wraz z nimi klucze serc naszych”. Klucze wykonano w srebrze i wręczono Marszałkowi dopiero w trzecią rocznicę oswobodzenia miasta. Na jednym z kluczy widniał Orzeł Biały i wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej oraz korona królowej Jadwigi, zaś na drugim – Pogoń, Matka Boska Ostrobramska i Słupy Giedymina.

Klucze te były eksponowane do 1939 roku w Muzeum Józefa Piłsudskiego w Belwederze. Wywiezione zostały z kraju po wybuchu II wojny światowej i właśnie wtedy widziałem je w Londynie. Dzisiaj znajdują się na ekspozycji stałej Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku i są jedną z najcenniejszych pamiątek po Marszałku.

Interesującym wątkiem pobytu Piłsudskiego w Wilnie jest wydana przez niego odezwa, która stanowiła uzasadnienie zajęcia terytoriów historycznej Litwy przez Polaków. Przedstawiała ona Polaków nie jako kolejnych okupantów, lecz wyzwolicieli. Informowała o utworzeniu zarządu cywilnego przedstawiając cele jaki zarząd miał realizować. Zaznaczono w odezwie, że zarząd ma wspomagać wszystkich lokalnych mieszkańców, niezależnie od narodowości, czy wyznania.

Wydanie odezwy miało być kolejnym krokiem Piłsudskiego na drodze do realizacji jego koncepcji federalistycznej deklarując samostanowienie wszystkich narodowości przedrozbiorowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Spotkało to się z entuzjazmem polskojęzycznej części mieszkańców obszaru, jednak strona białoruska pozostała zupełnie bierna. Litwinów zaś pomysł ten głęboko zaniepokoił. Cała operacja ta także została przez nich skrytykowana, a polskie siły zbrojne widzieli jako siły okupacyjne, mimo, że większość mieszkańców Wilna stanowili Polacy, a Litwini – tylko 2%.

Tutaj chciałbym się zatrzymać na koncepcji federalistycznej Marszałka. Dzisiaj gdy wiemy, że Niemcy i Rosja są federacją widzę w tej koncepcji Wielkość Piłsudskiego i małość endecji. Zajęcie Wilna było silnie krytykowane przez endecję oskarżając Piłsudskiego o zdradę przed Sejmem (endecy byli przeciwni koncepcji Międzymorza, którą próbował realizować Piłsudski). Odezwa jednak nie spotkała się z powszechnym entuzjazmem, a ostatecznie ówczesny rząd litewski sformułował zasadniczy protest i zdecydował się przerwać negocjacje polityczne ze stroną polską i pomysł utworzenia federacji z Litwą upadł.

Wracając do koncepcji Międzymorza, którą chciał realizować Piłsudski trzeba zaznaczyć słuszność polityki Piłsudskiego i jej kierunkowość, bo przecież i dzisiaj ta koncepcja jest na ustach niektórych polityków. Moim zdaniem federacja państw Europy środkowej ma sens, jak miała zawsze, bo przecież nie była nowym pomysłem Piłsudskiego, lecz odwieczną ideą przyświecającą politykom polskim i środkowo-europejskim, biorącą się z uwarunkowań geopolitycznych.

Przewodnictwo Polski wynikało z siły państwa polskiego. Dzisiaj też jesteśmy w tej części Europy jednym z najmocniejszych państw, choć potencjałem jesteśmy podobni do Ukrainy. Może dlatego zwiększenie potencjału Ukrainy nie powinno nas chyba specjalnie interesować. Przypomnijmy podpisanie Paktu Piłsudski-Petlura i wcześniej toczące się negocjacje. W dniu 28 września 1919 r. Piłsudski przyjął delegację URL na której czele stał Andrij Liwycki by wysłuchać ogólnikowej deklaracji odczytanej przez gości. Liwycki, wówczas p.o. ministra spraw zagranicznych, oznajmił, iż „URL pragnie nawiązać przyjazne stosunki z Polską i, jak równy z równym. Po odczytaniu oficjalnego pisma Piłsudski zaprosił gości na rozmowę do kasyna oficerskiego, aby tam – w sposób niepozostawiający miejsca na złudzenia – przypomnieć im, że nie są to pertraktacje równego z równym. Pakt nie został zrealizowany, bo Ukraińcy nie byli na tyle silni, aby walczyć o własne państwo. W ZURL wielu postrzegało Polaków jako nowych okupantów i stanowczo sprzeciwiali się sojuszowi Petlury z Piłsudskim. Ostatecznie sojusz Piłsudski-Petlura został ostatecznie złamany, gdy 18 marca 1921 r. podpisany został traktat pokojowy z sowiecką Rosją, przy udziale rządu sowieckiej Ukrainy, a nie Ukraińskiej Republiki Ludowej. Piłsudski przeprosił za to mówiąc do internowanych żołnierzy ukraińskich: „Tak nie miało być”.

Polityka równowagi była uzupełnieniem koncepcji znanej pod nazwą „Międzymorze”. Chodziło w niej o polepszenie stosunków z państwami znajdującymi się w podobnej sytuacji co Polska i budowy wspólnego bloku politycznego. Nie udało się to, bo właściwie żaden z tych blisko położonych od Polski krajów nie był takim blokiem zainteresowany. W tych obawach o atak ze strony dwóch coraz silniejszych sąsiadów warto przypomnieć propozycję Piłsudskiego, który jako jedyny z europejskich przywódców chciał doprowadzić do wojny prewencyjnej z Niemcami w 1933 roku. Polityka równowagi kontynuowana po śmierci Piłsudskiego nie sprawdziła się jak wiadomo, z jednego moim zdaniem powodu. To nie odczytanie wyrachowanej i chytrej polityki Francji i przede wszystkim Wielkiej Brytanii pragnącej zmienić uderzenie Niemiec z kierunku zachodniego na wschodni. Nie było już Piłsudskiego, bo on wiedział, że „Polityka i prostytutka chodzą tymi samymi drogami”.

Przypominając mój artykuł: „Ach, te Kresy” dodam teraz sentencję Piłsudskiego: „Polska jest jak obwarzanek. Wszystko co najlepsze jest na Kresach, a w środku pustka”. Te kresy po podpisaniu traktatu w Rydze sięgały granic w zasadzie wzdłuż linii II rozbioru z 1793 (z korekturą na rzecz Polski w postaci części Wołynia i Polesia, z miastem Pińskiem), tymczasem  Rosja sowiecka proponowała dalsze obszary. Niestety Endecja, która zdominowała skład delegacji, była przeciwna koncepcji federacyjnej Józefa Piłsudskiego, preferując bezpośrednie wcielenie (inkorporację) terenów etnicznie mieszanych dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Te dążenia do państwa jednonarodowego uważam za błąd, bo polityka wobec mniejszości nie była przyjazna na tyle tym mniejszościom, aby nie było napięć wewnętrznych w kraju.

Tragedią było jak się okazało pozostawienie ludności polskiej znajdującej się na terytorium kontrolowanym przez bolszewików. O obywatelstwo polskie mogły się starać osoby, które ukończyły 18 rok życia i 1 sierpnia 1919 były zameldowane na terenie dawnego Królestwa Polskiego. Do Polski mogli wyjechać również potomkowie powstańców zesłanych w latach 1830–1865 oraz wszyscy, którzy mogli udowodnić, że są nie dalej niż w trzecim pokoleniu potomkami osób, które stale zamieszkiwały na terytorium dawnej Rzeczypospolitej. Zainteresowani mieli jeden rok na złożenie oświadczenia o wyborze obywatelstwa. Artykuł VI traktatu faktycznie ograniczał możliwości wyboru opcji obywatelstwa polskiego (np. w głębi Rosji) i umożliwił władzom sowieckim blokowanie wyjazdów do Polski. Nawet potomkowie uczestników walk o niepodległość w latach 1830–1865 musieli udowadniać urzędnikom sowieckim m.in. działalność, używanie języka polskiego jako mowy potocznej, wskazujące na przywiązanie do polskości. Nie przewidziano żadnej procedury odwoławczej. Większość z nich poniosła tragiczne konsekwencje zapisów traktatowych. Rosjanie utrudniali wyjazdy do Polski osób cywilnych i pod pretekstem braku zgłoszeń ogłosili w styczniu 1923 zakończenie akcji repatriacyjnej. Po kilku miesiącach negocjacji wznowiono akcję, kończąc ją ostatecznie w czerwcu 1924. Łącznie na terenie rosyjskim skorzystało z możliwości przesiedlenia ok. 1,1 mln osób, spośród których 65% stanowili Ukraińcy i Białorusini, a jedynie 20% Polacy. W rezultacie na terenach na wschód od granicy określonej w traktacie ryskim, mimo prób pomocy w umożliwieniu repatriacji, pozostało według różnych szacunków od 1,2 do 2 mln Polaków. Same władze polskie szacowały liczbę pozostałych Polaków na 1,5 mln. Natomiast zaniżony oficjalny radziecki spis ludności z 1926 wykazywał 771 760 Polaków, z tego tylko w Ukraińskiej SRR blisko 0,5 mln Polaków skupionych w większości na Żytomierszczyźnie.

Co się stało z tymi Polakami na obszarze państwa sowieckiego wiemy z relacji tych, co tam przeżyli i badań IPN. Warto chociaż w kilku zdaniach powtórzyć komunikaty IPN o tym ludobójstwie na Polakach.

Operacja polska NKWD 1937-1938. Zagłada na polecenie Stalina.

Pierwsze ludobójstwo popełnione na Polakach rozegrało się na sowieckich bezkresach w latach 1937-1938. Machinę zagłady uruchomił rozkaz numer 00485 ludowego komisarza spraw wewnętrznych Nikołaja Jeżowa, z 11 sierpnia 1937 r. Jej tryby pochłonęły Polaków zamieszkałych na ziemiach wcielonych traktatem ryskim w 1921 roku do Ukraińskiej oraz Białoruskiej SRS oraz tych z Odessy, Kijowa, Moskwy, Petersburga (wówczas: Leningradu), i wreszcie tych z dalekiej Syberii. Mikołaj Iwanow, historyk rosyjskiego pochodzenia zamieszkały w Polsce, obliczył, że w 1937 roku Polak stawał 36 razy częściej przed plutonem egzekucyjnym niż sowiecki obywatel innej narodowości.

Operacja polska NKWD – kulminacja prześladowań, trwających w większym nasileniu od początku dekady ‒ zamknęła wieko nad trumną Rzeczypospolitej Obojga Narodów, wymordowano bowiem i wygubiono jej potomków. Czy zatem przejęcie większego obszaru wraz z Polakami nie było zatem rozwiązaniem bezpieczniejszym. Na pewno – czytając teraz o tym ludobójstwie. Dlatego zawsze źle odbieram rozwiązania ksenofobiczne i tamte pod kierunkiem Romana Dmowskiego.

W tych przekazach postaci Józefa Piłsudskiego jak i Romana Dmowskiego istnieją pewne mity. Oczywiście obaj są ojcami uzyskania niepodległości w 1918 roku, ale czerpiąc z ich dokonań na przyszłość opierał bym się na postaci Marszałka. Dzisiaj na ustach populistów jest Polska dumna, silna i przede wszystkim katolicka. Warto zatem przypomnieć jak patrzył na Polskę Wolter tuż przed rozbiorami. Pisze m.in.

„Nasz kraj jawi się w nim jako ostoja nierządu i zabobonu, uciskająca biednych innowierców w obronie których występuje Cesarstwo Rosyjskie”. Dowodzi o wyższości Kościoła „greckiego” nad rzymskokatolickim.. I oczy I oczywiście jako obrończynię tolerancji religijnej w Polsce wskazuje carycę.

Przypomnijmy, co mówił o religii Marszałek, a mówił m.in. „Religia jest dla ludzi bez rozumu”. Jednak wiary chrześcijańskiej nie porzucił, ale zmienił wyznanie dokonując konwersji do Kościoła ewangelicko-augsburskiego, aby móc wziąć ślub z Marią Koplewską, primo voto Juszkiewiczową. A skoro ślub katolicki nie był możliwy dlatego, że była ona mężatką, Piłsudski ożenił się z Marią 15 lipca 1899 w luterańskim kościele w Paproci Dużej. Kiedy jednak w roku 1916, w czasie I wojny światowej utworzył już Legiony, sam został ciężko ranny podczas walk na froncie wschodnim, w obliczu zagrożenia śmiercią, postanowił wrócić do Kościoła Katolickiego i poprosił kapelana I Brygady Legionów, by przyjął od niego akt rekonwersji.

A jak do wiary katolickiej podchodziła endecja i Roman Dmowski. To jest najmniej znany fakt w odbiorze Romana Dmowskiego. Nie był człowiekiem wierzącym i jak to określił jego biograf Krzysztof Kawalec był „chłodny religijnie”. W „Myślach nowoczesnego Polaka” Roman Dmowski pisał: „ W dziejach naszej części świata polityka kościelna często błądziła, usiłując przeciwstawić się prawowitemu państwu i narodowej idei lub sprowadzając je z właściwej drogi dla celów swojej organizacji”. Należy jednak dodać, że Roman Dmowski był wielkim intelektualistą i pisał nie ograniczając horyzontów teraźniejszości czy przeszłości. Interpretacje jego tej pierwszej książki wydanej po raz pierwszy w 1903 roku są bogate i różne. Podkreślając niektóre wątki szalenie trafne i pozytywne – wyciągam także te, które nie odpowiadają memu spojrzeniu na współczesny świat i miejsca w nim Polski. W przedmowie do książki tak pisał: „Trzeba sobie jasno zdawać sprawę z tego, czego dzisiejsze życie wymaga od każdego narodu, czem narody stoją i czem idą naprzód, trzeba stać się narodem nowoczesnym, zdolnym do współzawodnictwa z innemi. Trzeba być „nowoczesnymi Polakami”, rozumiejącymi zarówno rodzącą się nową Polskę, jak cały mechanizm współczesnego świata”.

W tamtych czasach walka o byt narodowy była najważniejsza. W czasach globalizacji i przenikania się narodów podkreślanie narodu jako najważniejszego czynnika funkcjonowania państwa w dzisiejszym świecie jest populizmem. Gdyby wszystkie państwa stawiały ostro byt narodowy, to prawdopodobnie dochodziło by do wojen jak w przeszłości. Unia Europejska jest dobrym przykładem nowoczesnego myślenia, choć ciągle trwa debata, czy ma być Stanami Zjednoczonymi Europy czy zbiorem państw narodowych.

Wróćmy do czasu odzyskiwania niepodległości. Polska w tym czasie była mocno zlaicyzowana, a wpłynęła na to filozofia oświeceniowa. W 1923 roku Tadeusz Hołówko pisał o ludziach między 30 a 40 rokiem życia zauważając, że: „obecne pokolenie inteligencji polskiej jest bezgranicznie obojętne pod względem religijnym”. W jednym z programów Dmowski pisał o ustaleniu kontroli opinii publicznej nad polityką władz kościelnych. W polityce endecji początkiem rozumowań było dobro narodu. Doskonale to oddają wypowiedzi teoretyków endecji jak: „Katolicyzm jest tyko jedną z właściwości naszego charakteru narodowego i obrona interesów kościoła katolickiego stanowi zaledwie jedno z zadań polityki narodowej i to o tyle tylko, o ile kościół ten jest polskim”. Czyli wszystko było podporządkowane polityce.

Dopiero gdy Roman Dmowski zauważył, że w niepodległej Polsce mobilizacja pod hasłami patriotycznymi maleje, przeciwnicy polityczni mają władzę, a endecji potrzebni są młodzi następcy zmienił swoje nastawienie do Boga wydając książkę „Kościół, naród, państwo.”. Pisał w niej, że: „iż religia nie jest wyłącznie sprawą jednostki” ale też „rodziny i narodu”. Taka mesjanistyczna wizja polskiej roli w nowej erze świata. Dzisiaj też niektórzy politycy mówią o polskim kościele i jego obronie jakby odwołując się do myśli Romana Dmowskiego. Ciekawe, że z ogólnych informacji wynika, iż bardziej czują się piłsudczykami. A może manipulują, żeby nie zrazić ani tych czujących się piłsudczykami czy endekami, bo każdy elektorat się liczy.

“Zatem twierdzenie, że związanie katolicyzmu z nacjonalizmem nastąpiło w połowie lat 20 XX wieku dla celów politycznych wydaje się prawdziwe”. i na końcu: “Wróćmy jednak do postaci Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego i ich odniesienia do religii.            Można powiedzieć, że religia w niełatwym przecież prywatnym życiu Marszałka Józefa Piłsudskiego miała znaczenie. W rękach Romana Dmowskiego była narzędziem do wykorzystania”.

Andrzej Rzewnicki