Repatriacja czy depatriacja? Lata 1944 – 1946

Czwarta cześć opowiadania “Pożegnanie z Wilnem”, napisał Janusz Czarniawski.

Pomimo, że front znacznie oddalił się od Wilna, jesień 1944 nie przyniosła nam spokoju. Po aresztowaniach i wywiezieniu żołnierzy AK, władze sowieckie szybko przystąpiły do represjonowania cywilnej ludności. Zespoły NKWD zaczęły poszukiwania i aresztowania członków wojennej konspiracji oraz domniemanych kolaborantów z czasów okupacji niemieckiej. Szczególnie mój ojciec z niepokojem obserwował poczynania Rosjan, mając na świeżo w pamięci swoje aresztowanie i więzienie w czasach” drugiego sowieta” – 1940-1941. Spodziewając się niechybnie aresztowania, postanowił jak najszybciej opuścić Wilno. Razem z najstarszym bratem, który obawiał się wcielenia do sowieckiego wojska, skorzystali z ogłoszonej akcji werbunkowej do Ludowego Wojska Polskiego i zgłosili się do armii Berlinga. W takim to charakterze późną jesienią 1944 obaj opuścili Wilno. Ten fakt przesądził o tym, że pozostała rodzina zaczęła przygotowywać się do opuszczenia miasta, w ramach „repatriacji”. Ale nastąpiło to dopiero w maju 1946 roku.

Ostatnie lata szkolne w Wilnie

Nasza Mama, mimo wojny i prześladowań, oraz trudnych warunków życia, zawsze i w każdych okolicznościach dbała o kształcenie dzieci. Tak jakoś się układało, że walki i fronty odbywały się i przechodziły przez Wilno w lecie. Potem następował okres względnego spokoju i można było dzieci posyłać do szkół lub – starsze dzieci – na tajne komplety. Tak właśnie było ze mną: rozpocząłem naukę w szkole w 1942 roku. Przechodziły fronty, zmieniali się okupanci, zmieniały się systemy szkolnictwa, a ja niezmiennie do szkół chodziłem, aż do września 1944 roku. Mając ukończoną trzecią klasę litewskiej szkoły podstawowej, rozpocząłem naukę w czwartej klasie sowieckiego systemu oświatowego – była to ostatnia klasa szkoły powszechnej. W czerwcu 1945 roku ukończyłem tę szkołę, a Ludowy Komisariat Oświaty Litewskiej SRR wystawił mi, w języku polskim i litewskim, świadectwo ukończenia „kursu czteroletniej szkoły powszechnej”. Potem było osiem klas gimnazjum i liceum, kończące się maturą. We wrześniu 1945 roku rozpocząłem więc naukę w trzecim męskim gimnazjum w Wilnie przy ulicy Ostrobramskiej (blisko kaplicy z Matką Boską Ostrobramską i Góry Zamkowej z ruinami zamku na szczycie).

Do szkoły miałem daleko, a komunikacji publicznej nie było, trzeba więc było przemierzać kilometry pieszo. Czasami udało mi się wskoczyć na jakiś sowiecki samochód jadący do centrum miasta, wprost pod moją szkołę. Wskakiwaliśmy, kiedy samochód zwalniał lub zatrzymywał się przed przejazdem kolejowym. Kierowcy na ogół tolerowali takich nielegalnych pasażerów.

Zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego pojawili się w szkole jacyś ludzie, którzy odwiedzali nas w klasach, przedstawiając się jako Polacy ze Związku Patriotów Polskich. Opowiadali o “nowej Polsce”, obiecywali organizować (a może nawet organizowali) dla uczniów zajęcia pozaszkolne jak np. wyprawy na Górę Zamkową, na cmentarz na Rossie itp. Miała to chyba być namiastka przedwojennego harcerstwa. No i oczywiście zachęcali do zapisania się w szeregi Związku Patriotów Polskich. Może ktoś się zapisał ze starszych klas, ale ja i moi koledzy sami biegaliśmy po Górze Zamkowej i odwiedzaliśmy grób Piłsudskiego na Rossie.

W gimnazjum rok szkolny podzielony był na cztery semestry. Ukończywszy z powodzeniem trzy z nich, 8 maja 1946 roku przerwałem naukę, aby wyjechać do Polski.

Dziwne były te okupacyjne szkoły. Już od drugiej klasy szkoły powszechnej uczono nas różnych języków – w zależności od aktualnie panującego okupanta. Litewski i polski (Litwini, Niemcy), litewski, rosyjski, polski (Litwini, Rosjanie). W gimnazjum dodano język francuski. Nic mi jakoś z tych nauk nie pozostało, ani w głowie, ani w mowie, a rok szkolny 1945/1946 przyszło mi kończyć już w Polsce.