Powstanie Warszawskie w literaturze, poezji i pieśni.

 

 

 

Zaczęło się źle. To nie to, że dopiero wtedy. (Bo ileś razy zaczynało się źle.) ale samopoczucie. Osaczenia. Tym razem narastające do niemożliwości. Oczywiście przyzwyczajenie, opanowanie, coraz większy sposób na sposób.

– Zdrowaś, Mario, łaskiś pełna, Pan z Tobą…

– Święta Mario, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej, amen.

Pamiętam jaskrawą tożsamość „teraz” i „w godzinę śmierci” – ile razy ją odczuwałem przy odmawianiach, a wciąż się odmawiało, słyszało, tu, obok, tu drugi raz, na spacerze, u tych obok, i obok dalej, i jak przejść dalej, i tak iść, jak coś tylko głośniej waliło, to to jak fala:

– Zdrowaś, Mario, łaski pełna…

– Teraz i w godzinę śmierci naszej, amen.

I odmawianie. To mało. Śpiewanie. To dopiero.

Pod Twoją obronę

uciekamy się…

Wychodziło się z piwnicy –

o Paaani

Do drugiej piwnicy –

Orędowniczko nasza,

Pośredniczko nasza,

Pocieszycielko nasza

Przechodzi się dalej –

O Paani

– bo to już inni – ci dopiero zaczęli.

Za zakrętem już są przy

Z Synem Twoim nas pojednaj

Nagle głośniej, bomby i

Najświętsze Serce Jezusa,

zmiłuj się nad nami,

Najświętsze Serce Jezusa,

zmiłuj się nad nami,

Najświętsze Serce Jezusa,

zmiłuj się nad nami,

Od ołtarzyku, klęczą:

– Za wszystkich tych, którzy zginęli tej nocy, i za wszystkich zmarłych: Ojcze nasz… w niebie… Twoje… Twoje… …Twoja… …ziemi…

Walenie, latają ściany.

– I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…

Ta rzeczywistość – marniuchno – dymi – oczy wciąż trzeba wtykać w kołnierzyk – albo zatykać rękami – pył, gruzik, siwo, czerwono, sucho i gorąco w nosie, w zębach i na języku, oddychanie tym, upał, wszystko gryzie, pocenie się – –

Oooo Paaani oo Paani…

I nagle („Najświętsze Serce Jezusa”) liczenie – raz dwa trzy cztery pięć (jest)

Oo Paaani

– Oo

– Raz dwa trzy cztery pięć sześć siedem… (jest)

zmiłuj się nad nami

Coś się wali – –

Pocieszycielko nasza

– raz dwa trzy cztery pięć sześć siedem… osiem dziewięć dziesięć…

Niepokój się zaczął, to trzeba tylko spokoju. Śpiewanie. Błaganie. Stanie. Już bez ciskań się. Różańce. Zacierki. Jedzenie pod framugą. Bo się brało ze sobą. Jak zasypie, to co? Trudno. Chyba że jak dużo. To się odtego, łyżką. I się je.

 

 

s. 70, 71, 72 Miron Białoszewski, Pamiętniki Powstania Warszawskiego, PIW