Rozstrzelano moje serce w Poznaniu.

    A tymczasem ogromne zaskoczenie i ulga. Po jednym z wykładów prowadzonych przez naszego prodziekana, poprosił on „brydżystów” do siebie i wykazując ogromną klasę, zwrócił się do nas oświadczając: Nie wchodząc w meritum sprawy, muszę panom udzielić nagany, po czym z uśmiechem uścisnął nam rękę. Nie ma to jak klasa przedwojennych naukowców! Nasze nazwiska wywieszono na tablicy ogłoszeń dziekanatu i było po sprawie.
Drugim bastionem socjalizmu na uczelni, prócz katedry marksizmu-leninizmu, było Studium Wojskowe. W jego ramach, prócz Zajęć stacjonarnych na uczelni, podczas letnich wakacji wyjeżdżaliśmy na obozy do jednostek wojskowych. Tam wśród zajęć czysto wojskowych, jak nauka i praktyka wojskowa. Oczywiście były też zajęcia polityczne, formujące nas na „obrońcę Ojczyzny w ścisłej współpracy ze Związkiem Radzieckim na czele”.
Szczególnym obozem, ostatnim już na zakończenie studium, był ten, na który wyruszyliśmy z Łodzi 28 czerwca 1956 roku. Jechaliśmy do jednostki pancernej w Biedrusku koło Poznania. W nocy z 28 na 29 czerwca, nasz transport zatrzymał się na dworcu kolejowym w Poznaniu. Ponieważ postój wydłużał się, wyszliśmy na dworzec coś zjeść lub wypić. A tu przykra niespodzianka, na zewnątrz wojsko w pełnym bojowym rynsztunku, z wozami pancernymi i czołgami. Z oddali niosą się odgłosy pojedynczych strzałów. Dowiadujemy się, że w mieście są zamieszki. Wrogie, anty-socjalistyczne „elementy” wystąpiły przeciw władzy ludowej. A nieliczni na dworcu cywile mówią, że to pacyfikacja strajkujących robotników z Zakładów im. Józefa Stalina – tak wtedy nazywały się – ogromne Zakłady Metalowe im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu.
Niedługo dane nam było być na dworcu. Milicja zobaczywszy grupę młodych mężczyzn, w obawie, czy to nie posiłki dla strajkujących, szybko zagoniła nas z powrotem do wagonów. Ja jak zwykle musiałem im podpaść, bo jeden z nich, prawie przystawiając mi automat do piersi wycharczał ubrany w bluźnierstwa rozkaz: ręce z kieszeni i do wagonu, bo rozwalę.
To był przedstawiciel władzy ludowej, która „odrąbie rękę każdemu, kto przeciw niej wystąpi”.
Po przyjeździe do jednostki wojskowej w Biedrusku, na zorganizowanym przez dowództwo apelu poinformowano nas o wydarzeniach w Poznaniu, udziale w nich czołgów z jednostki i poniesionych stratach. Oczywiście były to wiadomości przedstawione zgodnie z wykładnią ówczesnej władzy.
Wspomnienie o tych tragicznych wydarzeniach kończę cytując słynny wiersz Kazimiery Iłłakowiczówny, wilnianki i poetki.

Rozstrzelano moje serce.

Chciałam w kulturze napisać
naprawdę inteligentnie
lecz zaczęły kule świstać
i szyby dygotać i pękać.
„Pochyliłam się” – jak każe przepis
nad dziejami dwunastolecia,
ale z pióra kleks czarny zleciał
i kartki ktoś krwią pozlepiał.
Rym się na gromadkę zwlókł;
jest go dosyć… Tyle pokoleń…
lecz zbryzgano mózgiem bruk
i bruk się wzdyma powoli
myśleć zaczął, choć ledwo się dźwiga
i do zapytań ośmiela –
„Czemu zawsze rządzi inteligent
a do robotników się strzela?”

Niemy dotąd warknął koci łeb,
Splunęła granitowa kostka,
„Znowuśmy się dali wziąć na lep,
położono nas – jak zawsze – mostem”.
A ja na tym moście jak kiep
do essayu oczy przysłaniam.
Krew nie płynie już, jest tylko skrzep.
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu.

O kulturze… Próba wzniosłych syntez,
artystycznych intencji zgranie…
Ja nie mogę… Ani kwarty; ani kwinty.
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu:
ni gorące ono, ni zimne,
szkoda kul szkoda leków na nie.
Moje serce – wszak to tylko rymy…
Rozstrzelano moje serce w Poznaniu.

Piotr Janusz Czarniawski „Z polityką na co dzień” Autobiograficzna opowieść polityczna. Marzec 2012.