Dlaczego przegłosowano „in vitro”?

Dlaczego przegłosowano „in vitro”?

Trzy kroki, którymi Polacy zostali zmanipulowani przez lobbystów

arch

Lobbyści „podyktowali” ustawę o in vitro, parlament przyklasnął. Jeśli zostanie podpisana przez prezydenta, biznes zbije gigantyczny majątek na transferze z budżetu państwa. Do zmanipulowania opinii publicznej wykorzystano ludzkie dramaty. Resztę dopięto nieformalną dyscypliną partyjną. Jak to możliwe, że Polacy, którzy tak wysoko cenią ludzkie życie, będą mieć najbardziej liberalną ustawę w Europie dotyczącą sztucznego zapłodnienia? Zastosowano prosty mechanizm.

W rok po medialnym linczu na prof. Bogdanie Chazanie, klinika „NOVUM”, w której począł się obciążony licznymi wadami genetycznymi „Jaś” odniosła triumf. Lekarz, który robił wszystko, by pomóc rodzicom uratować życie dziecka poczętego metodą in vitro, stracił pracę.
Klinika, w której chłopiec został powołany do życia nie poniosła żadnych konsekwencji. Co więcej, współwłaścicielka kliniki NOVUM została uprzywilejowana do tego stopnia, że mianowano ją rządową konsultantką podczas przygotowywania ustawy o in vitro. Tak się pisze prawo w państwie Platformy. Mimo, że senacka komisja zdrowia zgłosiła ponad 70 poprawek do ustawy, żadna z nich nie zostanie rozpatrzona.

Przeciętny obywatel niewiele wie o ustawie i jej konsekwencjach. Media zaspokoiły jego ciekawość wyrwanymi z kontekstu opiniami parlamentarzystów i sprowadziły przeciwników sztucznego zapłodnienia do poziomu ciemnogrodu. Argumenty naukowe zostały zastąpione przez ideologię. Wiceminister zdrowia posunął się wręcz do zanegowania podstawowych faktów, twierdząc że kwestia poczęcia i statusu zarodka to kwestie uznaniowe.

Wszystko, co działo się w przestrzeni medialnej wokół in vitro, to realizacja starego scenariusza, przećwiczonego w USA cztery dekady temu przez National Abortion Rights Action League (NARAL). To właśnie ten scenariusz pozwolił na przeformatowanie myślenia Amerykanów o dzieciach nienarodzonych i doprowadzenie do legalizacji aborcji. W ciągu 5 lat intensywnej kampanii, lobbystom z NARAL udało się przekonać Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych do wydania w 1973 r. decyzji legalizującej aborcję na żądanie aż do 9. miesiąca ciąży.

Taktyka opierała się na trzech elementach: przekonaniu mediów, że poparcie aborcji jest stanięciem po stronie światłego liberalizmu, zdyskredytowaniu Kościoła katolickiego, blokowaniu informacji o naukowych dowodach przemawiających za ochroną życia. Dokładnie ten sam mechanizm zastosowano w przypadku lobbowania za ustawą o in vitro.

Jak to robiono w Stanach? Fabrykowano sondaże i informowano media, że 60 proc. Amerykanów chce legalizacji aborcji. Ogłaszano, że z powodu nielegalnych zabiegów rocznie umiera 10 tys. kobiet, podczas gdy w rzeczywistości stwierdzano zaledwie 200 takich przypadków. Straszono też podziemiem aborcyjnym. Oznajmiano, że w ciągu roku w USA nielegalnej aborcji dokonuje ponad milion kobiet, choć rzeczywiście było ich ok. 100 tys. Powtarzanie kłamstw w publicznych mediach przekonywało słuchaczy. Blokowano też informacje o naukowych dowodach przemawiających „za życiem”. ** Podawano, że nauka nigdy nie będzie mogła określić, kiedy powstaje ludzkie życie, ponieważ nie leży to w jej kompetencjach. Zainteresowanych odsyłano do filozofii i teologii, ucinając dyskusję. Eksperci z NARAL doskonale wiedzieli, że kłamią. Już wtedy fitologia przedstawiała przecież niezaprzeczalne dowody, że życie człowieka zaczyna się w chwili poczęcia.

Jednocześnie ośmieszano poglądy hierarchów i szkalowano Kościół. Budowano przekonanie, że przeciwni aborcji są jedynie duchowni, nie świeccy. Antyklerykalne argumenty o mieszaniu się Kościoła we wszystkie sfery życia w celu ograniczenia wolności wyboru skutecznie odstręczały wiernych.

Ogromną rolę odgrywały organizacje pożytku publicznego, które same miały zbijać kapitał na legalizacji aborcji. Rozpoczynano od założenia organizacji non profit, która dzięki temu korzystała z przywilejów podatkowych. Tworzyła sieć ośrodków oferujących darmowe testy ciążowe i porady dotyczące zdrowia seksualnego. Bezpłatne usługi miały przyciągać kobiety. Po stwierdzeniu ciąży odsyłano je do klinik aborcyjnych kierowanych przez tę samą ekipę. Dzięki statusowi dobroczynności, organizacja miała szeroki dostęp do mediów, w których przedstawiała opracowywane przez siebie poradniki czy informacje prasowe.
W ciągu 5 lat większość Amerykanów uwierzyła, że należy jak najszybciej zalegalizować aborcję. Właśnie takiemu praniu mózgów zostaliśmy poddani w przypadku in vitro. Ekspertami są w mediach ludzie czerpiący zyski z biznesu żerującego na ludzkim dramacie. Od dwóch lat z budżetu państwa transferowane są miliony do prywatnych klik, których nikt nie kontroluje. Doskonale pokazała to sprawa „Jasia”, w której konsekwencje poniósł jedynie prof. Chazan, pragnący pomóc.

CZYTAJ WIĘCEJ: Atak na prof. Chazana ma zamaskować błędy „in vitro”. „Uszkodzony płód” bez połowy głowy to efekt sztucznego zapłodnienia. Czy zabijanie „nieudanych egzemplarzy” to standard?

Na co zostaliśmy skazani w nowym rozwiązaniu prawnym przegłosowanym przez parlament? Dzieci poczęte metoda in vitro zostają już na początku odarte z ludzkiej godności. W świetle prawa są jedynie zlepkiem komórek, pozbawionym należytej ochrony. Jeśli zostaną uznane za chore, bez konsekwencji zostaną zabite. Te, które się narodzą, nie będą mogły poznać swoich rodziców i rodzinnych korzeni, bo uniemożliwi im to zapis o „anonimowym dawstwie” i „dawstwie niepartnerskim”.

Procedura, o minimalnej skuteczności, będzie finansowana grubymi milionami z budżetu państwa. Opłacać ją będą także ci podatnicy, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z praktykami eugenicznymi. Analiza raportu ministerstwa zdrowia, podsumowującego dwa lata programu dofinansowującego in vitro, pokazuje jak nikłe są skutki pseudoleczenia.

Do rządowego programu zakwalifikowano 20 tys. 462 pary. W trakcie „leczenia” jest 15 tys. 543. Przez dwa lata urodziło się zaledwie 2287 dzieci. Całość kosztowała państwo 150 mln zł. Co z pozostałymi? Ile z nich z ciężkimi wadami niedorozwojowymi nie przetrwało ciąży? Dlaczego ministerstwo zdrowia z równą troską nie pochyli się nad realną metodą przyczynowego leczenia niepłodności, jaką jest naprotechnologia? Z prostego powodu. Ta metoda nie ciągnie za sobą gigantycznego biznesu.

W państwie Platformy służba zdrowia stała się zakładnikiem wielkich interesów. Liczą się zyski z prywatyzacji, układy z koncernami i łatwy pieniądz. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu, gdy trzeba było przechytrzyć wyborców, pani Kopacz potrafiła się zaopiekować pielęgniarkami z białego miasteczka i apelować o ochronę zarodków poczętych „na szkle”.

 arch.

Wszystkie maski już opadły. Pozostaje zapamiętać nazwiska wszystkich, którzy z taką determinacją dopychają w tej kadencji wszystkie zgubne dla porządku społecznego ustawy.
Za: Zespół wPolityce.pl (12.07.2015)

Kalendarium losów ustawy „In vitro”

25.06.2015 – Sejm przyjął dziś rządowy projekt ustawy o leczeniu niepłodności, tzw. ustawę o in vitro.

arch

10.07.2015 – Senat przyjął rządowy projekt ustawy o leczeniu niepłodności, bez poprawek.
Za ustawą opowiedziało się 46 senatorów, przeciw było 43, a cztery osoby wstrzymały się od głosu. Przed głosowaniem za odrzuceniem ustawy w całości opowiedziała się senacka komisja zdrowia. Senatorowie poparli jednak w piątek wniosek mniejszości, zgłoszony przez senatorów PO Alicję Chybicką i Roberta Dowhana, o przyjęcie ustawy bez poprawek.
W trakcie głosowania czterech senatorów PO wstrzymało się od głosu: Anna Aksamit, Grażyna Sztark, Rafał Muchacki i Marian Poślednik. Przeciw ustawie byli wszyscy senatorowie PiS oraz 9 senatorów PO: Tadeusz Arłukowicz, Stanisław Iwan, Jan Libicki, Helena Hatka, Wiesław Kilian, Jan Rulewski, Stanisław Hodorowicz, Jarosław Lasecki oraz Roman Zaborowski.

22.07.2015 – Prezydent Bronisław Komorowski podpisał „Ustawę o leczeniu niepłodności”, kierując niektóre jej zapisy do Trybunału Konstytucyjnego.
Prezydent nie wziął pod uwagę jednoznacznie negatywnej opinii Kościoła katolickiego odnośnie tej ustawy, uwag zgłaszanych przez ekspertów Biura Analiz Sejmowych, Sąd Najwyższy oraz byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, organizacji prorodzinnych, kobiecych czy prawników skupionych w Instytucie Kultury Prawnej Ordo Iuris.