Wiara

Niedziela Palmowa 2015 w Rzymie na Placu Św Piotra.

Niedziela Palmowa z Papieżem (17) Niedziela Palmowa z Papieżem (1) Niedziela Palmowa z Papieżem (2) Niedziela Palmowa z Papieżem (3) Niedziela Palmowa z Papieżem (4) Niedziela Palmowa z Papieżem (5) Niedziela Palmowa z Papieżem (6) Niedziela Palmowa z Papieżem (8) Niedziela Palmowa z Papieżem (9) Niedziela Palmowa z Papieżem (10) Niedziela Palmowa z Papieżem (11) Niedziela Palmowa z Papieżem (12) Niedziela Palmowa z Papieżem (13) Niedziela Palmowa z Papieżem (14) Niedziela Palmowa z Papieżem (15) Niedziela Palmowa z Papieżem (16)

Pozdrawiamy, foto ER/PSP

 

 

 

 

 

 

 

 

___________________________________________________________

___________________________________________________________

 

 

 

fot. Paweł Jackowski.
Ołtarz kościoła Żbikowskiego tuż przed Pasterką. foto Paweł Jackowski

 

Młody konserwatysta a System i środowisko rówieśnicze

Trzecim ogniwem stanowiącym podporę normalnego, a więc europejskiego i konserwatywnego porządku jest Kościół katolicki pozostający od kilkudziesięciu lat w defensywie przejawiającej się na przykład w ruchu ekumenicznym.
Dla każdego człowieka okres krystalizacji światopoglądowej i formowania się sposobu postrzegania rzeczywistości przypada niewątpliwie na czas niewinnej naiwności, jutrzenki swobody, czyli wspominanej dużo później z rozrzewnieniem młodości.
Młodzież – coraz częściej podstępnie pozbawiona klasycznych, europejskich wartości – poddawana jest obróbce ideologicznej, w trakcie której swoją złowrogą robotę wykonuje rzeźbiarz (rząd), przy pomocy swego dłuta (nauczycieli). Nie bez znaczenia pozostaje także kwestia uległej, nierzadko biernej postawy rodziców, jaką zajmują oni wobec ciążącego na nich obowiązku wychowania własnych dzieci. Eliminacja czynnika opieki rodzicielskiej jest, co łatwo dziś zaobserwować, przyczyną zagubienia wielu młodych i trawiącej ich pustki, którą wypełniają internet, telewizja i (w coraz mniejszym stopniu) rówieśnicy.
Coraz częściej atakowana jest również instytucja Kościoła katolickiego – będącego przecież poważną ostoją konserwatyzmu – i choć wydaje się, że celem oponentów jest osłabienie Kościoła – w rzeczywistości poddawaniu w wątpliwość ulega zasadność doktryny proklamowanej przez Kościόł.
Kiedy próbuje się dokonać analizy położenia młodego konserwatysty w dzisiejszym społeczeństwie, nie bez znaczenia będzie wspomnieć właśnie o tych trzech instytucjach jakimi są: Kościół, szkoła i rodzina.
Pośród rówieśników tytułowy bohater artykułu wyczuwa wyraźnie dominujące negatywne nastawienie. Usiłując dowiedzieć się co jest tego przyczyną, nie otrzymuje klarownej odpowiedzi i często zbywany jest lekceważącym spojrzeniem.
Jakie mogą być przyczyny takiego zachowania? Ignorancja, poddanie niezwykle plastycznych umysłów młodzieży wspomnianej obróbce w państwowej szkole, obróbce internetowo-telewizyjnej promującej nowoczesność oraz potępiającej „epigonów”, a także propagandzie laickiej (występującej zarówno w szkole jak i w mediach), która nawołuje do odrzucenia przede wszystkim wartości i zasad społecznych głoszonych przez naukę Kościoła.
Państwowa edukacja licealna dojrzewającego umysłowo i fizycznie człowieka jest dla niego źródłem poznania, gdzie pozbawiony jest możliwości weryfikacji prawdziwości przekazywanej przez ciało pedagogiczne wiedzy, szczególnie w przypadku nauk nie matematycznych. Subiektywizm nauczycieli historii, wiedzy o społeczeństwie czy języka polskiego jest oczywiście naturalnym zjawiskiem, ale w dbałości o realny, autonomiczny charakter władzy rodzicielskiej należy pozwolić na poszerzanie wiedzy w duchu idei wyznawanych przez rodziców – wybόr wpajanych wartości powinien zależeć naturalnie od rodziców ucznia.
Stosowanie odgórnego przymusu w jakimkolwiek kierunku byłoby uciążliwe i natychmiast powodowałoby liczne próby uchylenia się od narzuconego obowiązku.
Przyglądając się naturze, koegzystencji organizmów żywych, dostrzec można jej antyegalitarny i niezwykle praktyczny, odrzucający zbędne zjawiska charakter. Podobnie funkcjonują społeczeństwa. Wydaje się zatem, iż obawa przed uwolnieniem systemu edukacji spod rządowego jarzma tak powszechna w polskim szkolnictwie jest nieuzasadniona.
Należy także poruszyć kwestię prerogatyw rodzicielskich dotyczących wychowania. Wśród uczniów szkół średnich widoczna jest tendencja do dążenia ku samodzielności (co ciekawe, z pominięciem niezależności finansowej). Młodzież (mowa o większości) pragnie sama szukać autorytetów, by następnie bezmyślnie za nimi podążać. Biorąc pod uwagę jej naiwność i brak większego doświadczenia życiowego przy jednoczesnym braku ochrony rodzicielskiej amortyzującej skutki dwóch wspomnianych cech, nietrudno wyobrazić sobie idoli młodzieży i wypaczony przez kulturę masową system wartości, który wyznają.
Zjawisko to jest szczególnie niebezpieczne ze względu na popularną „logikę stada” i praktycznie pozbawiony wysiłku proces asymilacji nowych wzorców. Jest to więc próba ucieczki spod kontroli rodzicielskiej, na którą zgadzają się rodzice, uciekając tym samym od czynnej opieki. Nie można Powiedzieć, że są w tej sprawie bezsilni, całkiem możliwe, że sami zostali „wychowani” w ten sposób lub dzięki natłokowi demokratycznej propagandy nauczeni postawy rodzica-biernego obserwatora, który z dzieckiem dyskutuje w duchu (o zgrozo!) równouprawnienia i wolności słowa.

Trzecim ogniwem stanowiącym podporę normalnego, a więc europejskiego i konserwatywnego porządku jest Kościół katolicki pozostający od kilkudziesięciu lat w defensywie przejawiającej się na przykład w ruchu ekumenicznym. Dodatkowo jest on celem ataków ze strony dużej części środków masowego przekazu. Konserwatysta dbający o swoje życie religijne i pielęgnujący je, ale także i ten wątpiący, czy pozbawiony wiary ma obowiązek szanować i doceniać rolę tego niezwykle cennego kośćca rodzimej cywilizacji jaki stanowi wspomniana instytucja. Nastroje medialne są niestety przyczyną zniechęcenia, nienawiści wobec Kościoła także wśród młodych, którzy argumentują swoje stanowisko relacjami mediów, zazwyczaj jednak bez uwzględnienia ich stronniczości, czy kontekstu historyczno-politycznego.

Na zakończenie rozważań młodego tradycjonalisty należy wspomnieć o władzy politycznej, pod której zwierzchnictwem dorasta. Demokracja jest źródłem niestałości rządów i wszelkich nieszczęść wynikających z tego, że tak wielką i ważną rzecz jak władza można, a nawet trzeba poddać głosowaniu ogółu obywateli. Władzy nie traktuje się tu w kategoriach świętości, przeciwnie, jest ona profanowana przez arystotelesowskich osłów prowadzonych przez hieny. Powaga władzy wynikała niegdyś z faktu, iż sprawowali ją nestorzy, mężowie zacni, doświadczeni, mądrzy, podczas, gdy dziś jesteśmy świadkami organizowania młodzieżowych Rad Miejskich, a nawet młodzieżowej sesji Sejmu.

Wobec wspomnianych przykładów próby zepchnięcia w niepamięć konserwatyzmu hołdującego zasadom wolności, wiary i tradycji, bardzo ciężko jest odnaleźć się młodemu człowiekowi o takich poglądach w dzisiejszej rzeczywistości. Niejednokrotnie zmuszony jest do izolacji lub nawet opuszczenia grupy rówieśników i umacniania przekonań samodzielnie albo w wąskim gremium. To jednak osobiste odczucie, które uzasadnione powyższymi przykładami powinno ukazać wiarygodny, bo poparty własnymi obserwacjami obraz położenia absolwenta szkoły średniej o zaznaczonym wcześniej światopoglądzie.

Mateusz Wypyszyński

Za: http://konserwatyzm.pl

 

 

 

 

___________________________________________________________

___________________________________________________________

 

 

 

Br. Tytus: Jak poprawnie nawracać bliźniego?

Jeżeli nie jest gotowy, aby od razu wziąć kąpiel (pójść do spowiedzi), jeść i pić (karmić się słowem Bożym), ucztować (uczestniczyć czynnie we Mszy Świętej), okaż mu miłość i szacunek. Bądź chrześcijaninem!

Szczęściarze – ludzie wierzący

Jako ludzie wierzący jesteśmy niesamowitymi szczęściarzami. Dostaliśmy za darmo jeden z najwspanialszych darów o jakim tylko mogliśmy marzyć – wiarę. Dzięki niej jesteśmy w stanie zobaczyć to, czego inni nie widzą. Widzimy obficie zastawiony stół, który przygotował dla nas Jezus Chrystus i dzięki temu z łatwością możemy jeść i pić do woli najwspanialsze pokarmy dla duszy. Codziennie modlimy się, wsłuchując się w to, co ma nam do powiedzenia Bóg. Uczestniczymy we Mszy Świętej łącząc się tym samym z Niebem w uwielbieniu Boga, spowiadamy się, aby być czystymi i pachnącymi przed naszą jedyną miłością – Bogiem. Nie jesteśmy jednak w Niebie, więc ten porządek w każdej chwili może zostać zakłócony, a to przez uleganie podszeptom złego a to przez zaniedbanie lub przez brak miłości względem tych, którzy daru wiary nie otrzymali.

Ludzie niewierzący bądź wierzący „inaczej”

Ich oczy nie zostały otwarte na Bożą rzeczywistość, nie widzą pięknie zastawionego stołu, nie mogą więc z niego skorzystać. Duch Boży jednak nad nimi czuwa, mimo iż świadomie mówią „nie”, nie zapomina i nie odrzuca ich a wręcz przeciwnie, popycha do szukania prawdy. Szukają więc pokarmu tam, gdzie na niego natrafią po omacku. Przypadkowo jakiś okruch spadnie – to wezmą, będą czekać aż spadnie znowu, ale to loteria, może spadnie w innym miejscu. W poszukiwaniu miłości, napotykają na jej części, które szybko uciekają, kończą się, chcą więcej, ale nie wiedzą gdzie szukać. Po wielu negatywnych doświadczeniach życiowych często dochodzą do wniosku, że prawda jest subiektywna albo nie istnieje, miłość natomiast – utożsamiają z jej namiastką, najczęściej z tym co najprostsze  –  z seksem.

Są to ludzie, którzy z przeróżnych powodów nie przyjęli Jezusa jako Boga i swojego JEDYNEGO Zbawiciela. Ludzie, którzy zostali wychowani w innych wyznaniach, ludzie, którzy zostali zranieni przez osoby uważające się za katolików.

Człowiek, który szuka prawdy i słucha głosu serca, prędzej czy później trafi do kościoła albo spotka się z wierzącym. Jeżeli Pan Bóg udzieli mu tej łaski i odkryje piękno liturgii to wspaniale. Co natomiast się stanie, gdy Bóg postawi mu na drodze, któregoś z nas? Czy potrafilibyśmy dać świadectwo? Czy patrząc na nas, słuchając nas mógłby zobaczyć Boga? Co jeśli nie okażemy mu miłości? Kto poniesie odpowiedzialność za jego duszę?

Człowiek wierzący spojrzy na tę sytuację inaczej, a osoba bez łaski wiary, odczyta to z perspektywy zranionego serca. Z lekcji religii zapamięta, że Bóg jest miłością, że kocha i że zawsze wybacza, a ludzie mający Dar Ducha są dobrzy, życzliwi i pragnący dobra drugiego. W starciu z rzeczywistością tzn. z katolikiem, gdy tego nie doświadczy zostanie zraniony po raz kolejny. Nie powie tego na głos, na pewno nie bezpośrednio, odejdzie i zacznie szukać gdzieś indziej a zły się o niego zatroszczy, żeby prędko ponownie nie wrócił.

Obowiązek wynikający z bycia chrześcijaninem

Chrześcijanie jako ci zasiadający z Chrystusem przy jednym stole, mogą cieszyć się Jego obecnością. Poza Chrystusem widzą też błąkających się ślepców, tych którzy karmią się okruchami, i „śmierdzą grzechem”. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych moich najmniejszych mnieście uczynili” (Mt 25,44). „Haczyk” Pana Boga polega na tym, żeby sprawdzić czy naprawdę kochamy, czy gramy kochających. Życie duchowe to nie teatr. Jeżeli nie okażemy miłości drugiemu, jeśli nie schylimy się do niego i nie podzielimy się tym, co mamy, czy będziemy mogli powiedzieć, że kiedykolwiek kochaliśmy i że przebywanie w obecności Boga cokolwiek nam dało? Jeżeli jednak starasz się pomóc, chcesz pokazać bliźniemu stół zastawiony przez Boga a twoje wysiłki idą na marne to nie potępiaj go! Może nie jest gotowy. To nie my decydujemy czy odzyska on wzrok ale Bóg. Mimo iż Bóg zawsze cieszy się z naszych chęci i troski o drugiego to wszystko od nas nie zależy, choć czasem może byśmy tego chcieli. Skąd wiemy, czy Pan Bóg za dwadzieścia lat nie posłuży się danym obrazem i nie otworzy serca człowieka, któremu staraliśmy się pomoc właśnie teraz – kiedy doświadcza cierpienia i bezsensu. Gdy nie szanujemy wzajemnie swojej wolności zawsze stawiamy się ponad Bogiem. Kolejny „haczyk” Boży jest taki, że On szanuje naszą wolność, więc nieposzanowanie wolności bliźniego oznaczałoby, że stawiamy się ponad Boga! Doskonale wiemy, kto popełnił ten błąd jako pierwszy i jakie są tego konsekwencje. Co zatem możemy w takiej sytuacji? Dajmy tyle ile dany człowiek jest w stanie przyjąć. Jeżeli nie jest gotowy, aby od razu wziąć kąpiel (pójść do spowiedzi), jeść i pić (karmić się słowem Bożym), ucztować (uczestniczyć czynnie we Mszy Świętej), okaż mu miłość i szacunek. Bądź chrześcijaninem!

br. Tytus Wandas OFM

Za: www.Fronda.pl

 

 

___________________________________________________________

___________________________________________________________

 

 

 

Autoportret 1887. Olej, deska machoniowa, tondo. 24 x 23,7 cm. Muzeum Narodowe, Kraków - Dom Jana Matejki.
Autoportret 1887. Olej, deska machoniowa, tondo. 24 x 23,7 cm.
Muzeum Narodowe, Kraków – Dom Jana Matejki.
Jan Matejko [Public domain], via Wikimedia Commons

Co zawdzięczamy religii katolickiej?

W jaki sposób polskość wiąże się z wiarą Chrystusową?

Jak kształtowała nasz narodowy charakter?

We wspomnienie świętego Józefa Sebastiana Pelczara – przypadające 19 stycznia – przypominamy fragment jego pracy pt. „Obrona religii katolickiej”.

 

Po co nam katolicyzm?

Czym był naród polski przed przyjęciem chrztu? Plemieniem bez znaczenia. Gdzie dziś są jego siedziby, mieszkały pierw różne ludy słowiańskie, pod względem religii hołdujące bałwochwalstwu, pod względem cywilizacji nieokrzesane i ciemne, pod względem ustroju państwowego pozbawione wszelkiej spójności, a często z sobą walczące. Dopiero gdy nad nimi rozległ się głos Pański: powstańcie i oświećcie się, bo nadeszła światłość wasza; stała się w nich wielka odmiana. Zniknęły posągi bożyszczy, pogasły święte ognie, pokryły się w głąb lasów stare zabobony; natomiast religia chrześcijańska rozpostarła swe władztwo przychodząc z całym orszakiem prawd dziwnie głębokich, czyli z tą nadprzyrodzoną filozofią, która prostaczków czyni mędrcami, i z tym zakonem wzniosłym i czystym, który człowieka podnosi na wyżyny doskonałości.
Ta religia była przez dziewięć wieków mistrzynią narodu polskiego i wychowała mu tylu wielkich mędrców. Zaiste, podobna ona do wspaniałej królowej, do której tronu idą z hołdami wszyscy, którzy w narodzie jaśnieli prawdziwą mądrością. Idą jego Święci i Święte, idą królowie i królowe, idą biskupi i kapłani, idą hetmani, rycerze i dostojnicy, idą poeci, artyści i uczeni, idzie za nimi niezliczona rzesza ludzi wierzących wszelkiego stanu i wieku, a wszyscy składają u jej stóp swe modlitwy, czyny, walki i cierpienia, wszyscy wołają z zapałem: cześć ci religio święta! Cześć ci Kościele katolicki!
Z mądrością prawdziwą przyniosła religia katolicka narodowi polskiemu wszelką cnotę i zrodziła na jego ziemiach wielu Świętych, co stali się jasnymi świecznikami dla następnych pokoleń. (…) Ta religia miliony synów i córek tej ziemi wykarmiła przy swoich piersiach i obdarzyła światłem, pociechą, pokojem, nadzieją, a po życiu bogobojnym i śmierci szczęśliwej oddała niebu. Ona uświęciła życie rodzinne i uczyniła je tak silnym, że przetrwało ciosy przeszłości i jest jedną z warowni naszych na przyszłość. Ona wreszcie wycisnęła swą pieczęć na życiu społecznym i publicznym, tak, że nie było sprawy ważniejszej, której by nie udzieliła swojego namaszczenia.
Siła tej religii i dziś nie została ukrócona. Niech tylko wszyscy żyją według jej przepisów, a ona wszystkich uświęci i uszczęśliwi, tak w życiu, jak i w wieczności. Niech wprowadzają jej zakon do swoich domów, a nie postoi tam rozterka lub występek. Niech przejmą jej duchem życie społeczne i publiczne narodu, a nie braknie mu zdrowia duchowego ani błogosławieństwa Niebios.
Z prawdą Bożą i cnotą przyszła na ziemię polską cywilizacja. Pierw szumiały tu gęste bory, wśród których ludzie, odziani w skóry, uganiali z oszczepem za dzikim zwierzem, a potem padali na twarz przed posągami Światowida lub Peruna; osad zaś i pól uprawnych było mało. Dopiero gdy zawitali tu apostołowie z obczyzny z krzyżem w ręku, poczęli wycinać lasy i budować kościoły, a obok nich zakładać miasta i wioski. Kościoły też stały się pierwszymi ogniskami oświaty i są nimi dotąd. (…)
Wielkie są również zasługi Kościoła dla rozwoju prawodawstwa i utrzymania ładu publicznego. Jako stróże obyczaju, pasterze dusz i senatorowie królestwa, starali się biskupi o wydawanie dobrych ustaw, a przestępców karali nieraz mieczem duchownym. Kiedy już w wieku XII-tym poczęto przygniatać klasy niższe, biskupi, zebrani w Łęczycy, ogłosili uroczyście: „Kto by ludziom ubogim przemocą lub podstępem poważył się zabierać zboże, niech będzie wyklęty. Kto by zabierał bydlęta na podwody, za wyjątkiem czasu ataku nieprzyjaciela, niech będzie wyklęty” (r. 1180). A nie były to czcze pogróżki, nierzadko na zuchwałych gwałcicieli prawa Bożego i ludzkiego spadała klątwa, choć na królewskim lub książęcym siedzieli tronie. Biskupi stawiali tamę niegodziwości i tyranii, która gdzie indziej strasznego dopuszczała się bezprawia.(…)Religia katolicka była dalej główną podporą jedności narodowej i politycznej. Chrzest, przyjęty przez Mieszka i jego poddanych, uratował polskie plemię od niechybnej germanizacji i stał się zawiązką potrójnego życia: religijnego, narodowego i politycznego. Jak córka Kościoła weszła Polska do wielkiej rodziny chrześcijańskiej, co z jednej strony powstrzymało Niemców niosących wiarę na ostrzu miecza, z drugiej pociągnęło sąsiednich Słowian, a tym samym ułatwiło utworzenie jednolitego narodu i silnego państwa. Słaby jej organizm wzmocnił się działaniem religii, opieką Stolicy świętej i zdobyczami cywilizacji tak, że przetrwać burze, jakie szalały czy za bezkrólewia po Mieczysławie II, czy po wygnaniu Bolesława Śmiałego, czy za najazdów tatarskich, czy wówczas, gdy synowie Krzywoustego rozdali Polskę na części. Nie przestała istnieć, bo duszą jej była religia katolicka, a spójną jednością była hierarchia kościelna z metropolią gnieźnieńską na czele.
Religia wyznaczyła nadto narodowi polskiemu szczytne posłannictwo, by niósł światło Ewangelii i cywilizacji zachodniej na wschód, łączył Kościół wschodni z zachodnim, a piersią swoją odpierał najazdy czy to pogańskich Prusów, Jaćwingów i Litwinów, czy to wyznawców islamu – Turków i Tatarów, czy Moskwy jako spadkobierczyni bizantynizmu, czy pionierów protestantyzmu.
Jeśli naród spełnił choć w części tę misję, jeśli stępił rogi półksiężyca, pozyskał ofiarą królowej Jadwigi Litwę dla wiary krzyża i pojednał z Rzymem Ruś odszczepioną, głównie to religii zasługa. Ona bowiem głosem Stolicy Apostolskiej pobudzała go do wielkich czynów, ona kazała mu iść pod Legnicę, Warnę, Chocim i Wiedeń, ona ogniem świętym rozpalała jego rycerstwo tak, że z pieśnią „Bogurodzica Dziewica” bądź z okrzykiem „Jezus Maria” na ustach rozbijało liczniejsze hufce wrogów.

Biskup Józef Sebastian Pelczar, „Obrona religii katolickiej”, T. 1, Przemyśl 1920, s. 268-288. Pisownię nieznacznie uwspółcześniono.

 

Read more: http://www.pch24.pl/co-katolicyzm-dal-polakom-,33378,i.html#ixzz3PLIzAL8t

 

 

 

 

 

___________________________________________________________

___________________________________________________________

 

 

 

Wanda Półtawska: „Musimy uczyć się kochać, bo tego nie umiemy”

Foto TVPWanda Półtawska (fot. TVP )

– Musimy się uczyć kochać, bo tego nie umiemy – mówi Wanda Półtawska, prezentując w Warszawie najnowszą książkę, w której uczy, jak można naprawdę kochać. ” Można dziś żyć tak, jak Pan Bóg przykazał ” – mówi.
Książka „Uczcie się kochać” jest zapisem rekolekcji wygłoszonych przez Wandę Półtawską w 2010 r. dla małżeństw z Kościoła Domowego, rodzinnej gałęzi ruchu Światło-Życie.
– Patrzę na świat i myślę, że jestem z innej planety. Do wojny nie doświadczyłam złości, w mojej rodzinie nikt się nie kłócił. W szkole miałam przez dziesięć lat te same koleżanki i nauczycieli. Owszem, szokiem była wojna. Wszyscy staliśmy się z dnia na dzień dorośli, odpowiedzialni. Ale też przed wojną nie słyszało się o rozwódkach, wszyscy mieli dwoje rodziców, znaliśmy ich i przyjaźniliśmy się do ostatnich dni. Wojna to rozbiła. Zobaczyłam nieludzkich mężczyzn i kobiety. Dziś bywa, że małżeństwo nie ma jeszcze roku, a już się rozpada. Każdego roku więcej – mówiła Wanda Półtawska.
Według przyjaciółki papieża Jana Pawła II nie tylko wojna zniszczyła rodziny, ale również niszczy plaga rozwodów, aborcja i antykoncepcja.
– Byliśmy z Karolem Wojtyłą przerażeni ustawą zezwalającą na aborcję z 1956 r. Bp Karol Wojtyła powierzył mi duszpasterstwo lekarzy i młodzieży. I zajęliśmy się ratowaniem zagrożonych małżeństw. I robię to do dziś, od 65 lat – mówi Wanda Półtawska.
Według niej szczęśliwe małżeństwa akceptują naukę Kościoła.
– Kiedyś ludzie chodzili do kościoła, spowiadali się, etyka była dla nich ważna. Dziś albo jej nie znają, albo ją kwestionują. Mówią, że się kochają, ale co to za miłość. Mówię im: wy się nie kochacie, nie nazywajcie byle czego miłością. Kardynał Wojtyła mówił: uczcie ludzi miłości altruistycznej, sprawiedliwej i wymagającej. Ale wymagającej od siebie, a nie od drugiego człowieka. Życie ma być świadomym dążeniem do świętości przez radykalizm i realizm miłości. To jest możliwe, bo widzę takie małżeństwa. Można dziś żyć tak, jak Pan Bóg przykazał – dodaje kobieta.
– Każda para powinna mieć w domu „Humanae vitae”, encyklikę, w której Paweł VI mówi o miłości jako darze z samego siebie w celu ubogacenia drugiej osoby sobą. Jak można być szczęśliwym, stosując antykoncepcję, czyli niszcząc siebie wzajemnie? Ubezpładnianie się jest pierwszym wrogiem małżeństwa. To, jak mówił Jan Paweł II, cywilizacja śmierci, razem z aborcją i eutanazją. Miłość trzeba nieustannie żywić. Wtedy małżeństwo będzie szczęśliwe i święte. Seks to mit. Jest tylko druga osoba. Narządy rozrodcze muszą być wpisane w plan Stwórcy, który domaga się respektowania praw natury. Domaga się, ale nie zmusza. Podobnie, jak nie zmusza do świętości. Nie możesz wiecznie nosić butów, których używałeś w wieku trzech lat. Jak nie zaczniesz budować swojego małżeństwa, rozwijać go, ono się rozpadnie – mówiła Wanda Półtawska.
Jak podsumował ojciec Stanisław Tasiemski, „książkę czyta się jak kryminał, chociaż nie ma w niej trupów.”
– Bo Wanda Półtawska mówi o nas, o człowieku, o miłości, do której każdy jest wezwany, o miłości małżeńskiej. Jej autorem jest także Karol Wojtyła, dlatego przed każdym z rozdziałów znajdziemy jego słowa. Wielu ludzi powołuje się na papieża, ale niewielu go zna i czyta. Ta książka odpowiada na ludzkie słabości i dlatego powinna być lekturą inspirującą. Jeśli przeczytamy ją uważnie, zrozumiemy, że miłość małżeńska jest najtrudniejszym powołaniem, w pewnym sensie całopaleniem. Bez pomocy Ducha Świętego nikt nie umie do końca tego powołania zrealizować – mówił.

KZ/Gosc.pl
  Niepokalanów 26.06.2013 W.Półtawska (14)Wanda Półtawska na spotkaniu w Niepokalanowie 26 czerwca 2013. foto ER/PSP

 

 

 

 

 

 

___________________________________________________________

___________________________________________________________

 

 

 

 

Polska, wartości chrześcijańskie.